Ropa reaguje spokojnie na sytuację w Wenezueli, ale za spokój zapłaci transport
- Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce
- Kategoria: Komentarz tygodnia
Rynek ropy zareagował zaskakująco spokojnie na amerykańską interwencję w Wenezueli. Ceny Brent pozostały stabilne, co wynika z wysokich zapasów i utrzymującej się globalnej nadpodaży. Jednak ta pozorna równowaga może być myląca - sektor transportu i logistyki może odczuć skutki tych wydarzeń znacznie silniej niż sugeruje sama cena ropy. Komentarza udziela Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.
Kluczowe znaczenie ma bowiem nie ropa jako taka, lecz spread diesla, czyli różnica między ceną ropy a ceną oleju napędowego. Transport nie kupuje baryłek ropy - kupuje diesel, a jego dostępność i cena zależą od struktury przerobu w rafineriach. Tego rodzaju precedens pojawił się po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Wówczas, mimo że ceny ropy wzrosły „zaledwie” o kilkadziesiąt procent, ceny diesla w Europie rosły znacznie szybciej, szczególnie w kluczowych hubach takich jak Rotterdam. Spread diesla w pewnym momencie osiągnął poziom około trzykrotnie wyższy od swojej historycznej normy, co było bezpośrednim skutkiem nagłej utraty ciężkiej rosyjskiej ropy Urals - surowca, do którego technologicznie dostosowana była duża część europejskich rafinerii.
Ropa wenezuelska jest w większości ciężka, co czyni ją szczególnie przydatną do produkcji diesla. Jeśli dostawy tej ciężkiej ropy zostałyby zakłócone i zastąpione lżejszą ropą łupkową z USA, uzyski diesla spadłyby. Rafinerie produkowałyby więcej benzyny z jednej baryłki, ale mniej oleju napędowego. W efekcie może pojawić się fizyczny niedobór diesla, nawet przy wysokich zapasach ropy. Ta nierównowaga objawia się rozszerzającym się „spreadem diesla” (różnicą cen między ropą a olejem napędowym), który może utrzymywać wysokie ceny na stacjach paliw, nawet gdy ropa jest relatywnie tania.
Podobny mechanizm do tego z 2022 roku może ponownie, przynajmniej przejściowo, pojawić się obecnie. Jeśli w wyniku zaburzeń podaży ciężkiej ropy rafinerie zostaną zmuszone do przerobu lżejszych mieszanek, uzyski diesla spadną, nawet przy wysokich zapasach ropy. W takiej sytuacji kluczowym wskaźnikiem przestaje być cena Brent, a staje się nim właśnie spread diesla. Jeżeli zacznie się on rozszerzać, ceny oleju napędowego na europejskich stacjach mogą pozostać podwyższone przez tygodnie lub miesiące - nawet o 30-70 groszy za litr powyżej poziomów wynikających wyłącznie z cen ropy.
Cena ropy nie reaguje na sytuację w Wenezueli
Operacja wojskowa z 3 stycznia 2026 r., która doprowadziła do zatrzymania prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, stanowi istotny punkt zwrotny geopolityczny. Mimo to globalny rynek ropy zareagował na to wydarzenie z zaskakującym spokojem, wspierany przez wysokie zapasy oraz utrzymującą się nadpodaż. Ropa Brent utrzymywała się w okolicach 60 USD za baryłkę, a bezpośrednia reakcja cenowa była łagodna i krótkotrwała. Tę powściągliwość można wyjaśnić dwoma kluczowymi czynnikami:
1. Marginalna produkcja: mimo ogromnych zasobów Wenezuela wydobywa obecnie mniej niż 1 mln baryłek dziennie, co stanowi poniżej 1% globalnej podaży. Nawet całkowite wstrzymanie produkcji mogłoby zostać stosunkowo łatwo skompensowane przez wolne moce produkcyjne w innych krajach.
2. Globalna nadpodaż: rynek od dłuższego czasu zmaga się z nadwyżką podaży. W efekcie banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs, nie podniosły długoterminowych prognoz cenowych w reakcji na to wydarzenie.
Obecnie można wskazać dwa scenariusze dla światowego rynku ropy. Stabilizacja, wynikająca z presji spadkowej na ceny oraz umiarkowany wzrost cen. Pierwszy z nich jest prawdopodobny, jeśli sankcje zostaną zniesione, a inwestorzy powrócą. W takim scenariuszu eksport ropy z Wenezueli mógłby w średnim terminie wzrosnąć do 3 mln baryłek dziennie.
Goldman Sachs nadal prognozuje średnią cenę ropy Brent na poziomie 56 USD za baryłkę w 2026 r. Pogląd ten podziela Arne Lohmann Rasmussen z Global Risk Management, który wskazuje, że mimo geopolitycznego znaczenia wydarzeń rynek ropy pozostaje dobrze zaopatrzony. Z drugiej strony, przedłużająca się niestabilność, sabotaż infrastruktury lub dalsze zaostrzanie sankcji mogłyby utrzymać geopolityczną premię ryzyka w cenach. Nie doprowadziłoby to jednak do gwałtownego skoku cen, lecz raczej do umiarkowanego i przejściowego wzrostu o kilka dolarów na baryłce.